Go to grow logo link
Exprofesso facebook
Exprofesso linkedin
Exprofesso Google plus
Exprofesso Twitter
Exprofesso Google plus

Blog

Długopisy i obiad

09.08.2011 Kategoria: Wiedza

Dostałam ostatnio maila od znajomej, z zaproszeniem na szkolenie, w którym owa znajoma chciała uczestniczyć. Niestety, już kilkukrotnie nie zebrała się grupa, więc i ona próbowała pościągać kilka zainteresowanych tematem osób w nadziei, że tym razem szkolenie się odbędzie. Nie tyle zaproszenie mnie zadziwiło, co treść maila skłoniła do (smutnej niestety!) refleksji nad metodami wyboru szkoleń i samym rynkiem szkoleń w Polsce.

W mailu, który otrzymałam, zawarte były informacje o firmie szkoleniowej, koszcie szkolenia (tylko 35 zł – jest dofinansowane z UE), oraz o tym, że szkolenia są organizowane w „fajnych hotelach” z „bardzo dobrym” obiadem w restauracji hotelowej w cenie szkolenia. Poza tym jest też catering w trakcie szkolenia – kawa, herbata, woda i ciasteczka. Ani słowa o programie szkolenia (był tylko temat pod którym szkolenie było sprzedawane), ani słowa o trenerach. To pierwsza kwestia wzbudzająca moją refleksję – metody wyboru szkolenia. Moja znajoma nie patrzyła na kadrę i program – ważny był dla niej temat (czy zbliżony do jej zainteresowań? – tego tak naprawdę nie znając programu nie można było powiedzieć), a kryterium głównym wydawała się być cena (dofinansowane, obiad w cenie). Jeżeli byłaby to firma o dużej renomie, znana na rynku z wysokiej jakości usług i doskonałej merytorycznie kadry, być może zaufałabym doświadczeniu (intuicji?) i zapisała się na szkolenie. Brak informacji o programie i trenerach lub podawanie ich w formie szczątkowej (np. szkolenie prowadzą wieloletni praktycy z zakresu – i tutaj wpisać co akurat pasuje) dla mnie już na wstępie dyskwalifikuje szkolenie. Przecież wszyscy chcemy się szkolić mądrze, wynieść coś z tego szkolenia, poza, rzecz jasna, pełnym brzuchem i kilkoma gadżetami z logo UE. Jak można ocenić rzetelność szkolenia, dobrać je do własnych potrzeb rozwojowych na podstawie tego, że firma dostała dofinansowanie z UE, czy też, że daje w cenie obiad i catering?

Druga refleksja narodziła się z tej pierwszej – to trochę szersze spojrzenie na temat szkoleń w Polsce. Pieniądze z funduszy europejskich, wpompowane w polski rynek szkoleń, zamiast pomóc, jedynie ten rynek zepsuły. Każda firma, czy to parająca się obuwnictwem, czy też sprzedażą marchewki szkoli dzisiaj w ramach POKL, inwestując w „zasoby ludzkie”. Zalety niektórych z tych szkoleń są takie, jak tego wymienionego w mailu – można za darmo zjeść obiad w hotelowej restauracji lub pomieszkać kilka dni w górach, nad morzem, w spa lub gdziekolwiek dusza zapragnie. Szkolą osoby nieprzygotowane, nie znające dobrze tematu z praktyki (sama trafiłam kiedyś na szkolenie PR-owe – dofinansowane, na którym okazało się, że trener uczył o zadaniach rzecznika prasowego, nie będąc nigdy rzecznikiem). Nie twierdzę oczywiście, że wszystkie szkolenia finansowane z funduszy lub grantów są do niczego. Jestem po prostu zdania, że szkolenie musi być zrobione z namysłem, musi edukować „bezboleśnie”, mimochodem (edutainment!), a kadra musi spełniać wysokie kryteria merytoryczne (praktyczna znajomość tematu) i trenerskie (organizacja, reagowanie na potrzeby uczestników, dopasowanie do poziomu, wiedzy grupy). Dobrze przygotowane szkolenie musi również kosztować, bo za jakość się płaci. Sprawdzone metody szkolenia, jak np. gry symulacyjne czy fabularne wymagają wielu miesięcy testów, zanim wejdą na rynek – to kosztuje, ale jednocześnie daje właściwie gwarancję skutecznego narzędzia szkoleniowego. Czy sfinansuje to uczestnik, firma, czy zapłaci za to UE jest sprawą drugorzędną. Mądrze wykorzystane granty przekładają się na mądrą inwestycję, granty wykorzystywane byle jak, na byle jakie efekty.

Agata Motyl-Adamczyk

Nasi klienci

  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera