Go to grow logo link
Exprofesso facebook
Exprofesso linkedin
Exprofesso Google plus
Exprofesso Twitter
Exprofesso Google plus

Blog

Teambuilding ma wielki potencjał. Nowy wywiad z Moniką!

03.01.2018 Kategoria: Newsy, Wiedza

Team building wykracza poza tylko i wyłącznie cele team-buildingowe, ale też może przynieść wiele dobrego na wielu innych polach eksploatacji, choćby jako incentive czy narzędzie employer brandingu. Rozmawiamy z Moniką Dymacz-Kaczmarczyk, dyrektor zarządzającą Exprofesso, nagrodzoną w konkursie MP Power Awards.

MeetingPlanner.pl: Jaką wartość z punktu widzenia twoich doświadczeń, obserwacji rynku, współpracy z klientami,  mają projekty team-buildingowe czy integracyjne?

Monika Dymacz-Kaczmarczyk: Mam głębokie przekonanie, poparte kilkunastoletnim okresem doświadczeń w tym temacie, że projekty team-buildingowe przynoszą korzyści na wielu płaszczyznach i wielu interesariuszom. Po pierwsze mowa o uczestniku, który jest w pełni aktywny, zaangażowany w działanie, który cały sobą doświadcza tego, co jest tu i teraz. Co ważne, doświadcza nie w pojedynkę, ale w interakcjach z innymi ludźmi, co jest większym wyzwaniem, co jest nieprzewidywalne, co wystawia na próbę różne jego kompetencje i umiejętności. Ma to wartość bogatego ładunku doświadczeń, które wzbogacają, uczą, dostarczają nam wiedzy o nas samych, o naszych reakcjach, zachowaniach, o naszej strefie komfortu, o tym, co jest naszą mocną stroną i o tym, co może wymagać u nas poprawy. Jest to najbardziej wartościowa strona tego team-buildingowego doświadczenia – experiential learning.

Doświadczamy tego na własnej skórze, nikt nam nie mówi ex catedra, co nam idzie dobrze, a co źle – czujemy to, widzimy i widzą to inni. Tu i teraz. Nie da się tego podważyć.

Jaka jest jeszcze korzyść indywidualna? Obcujesz z ludźmi, poznajesz ich – w radosnych i trudnych chwilach, których może dostarczyć ci ten program. W sytuacjach, gdy wspólnie śmiejecie się do łez z waszych wspólnych akcji lub wtedy, gdy razem musicie pokonać przeszkody, często pod presją czasu, w sytuacji konfliktu lub zagrożenia. Czy coś lepiej łączy ludzi, niż mocne, angażujące wszystkich, wspólne przeżycia? Człowiek nie jest samotną wyspą – żyje i funkcjonuje wśród ludzi, musi się z nimi dogadywać, odnaleźć się w sytuacji konfliktu, wpłynąć na innych, przekonać, zmotywować czy wyegzekwować od innych działania. A przynajmniej powinien. I tego się tutaj uczy, próbuje, a wszystko w bezpiecznym środowisku, gdzie można bezkarnie eksperymentować, próbować różnych scenariuszy i patrzeć, jakie przyniosą one efekty. Korzystasz więc ty jako uczestnik (twoje własne obserwacje z doświadczenia i obserwacje innych o tobie w działaniu), korzysta Twój pracodawca, czy sponsor wydarzenia, bo dzięki refleksji i rozwojowi, przez jaki przechodzi (mniej lub bardziej świadomie) uczestnik, rośnie jego samoświadomość, kompetencje, ale także jego satysfakcja z tych wspólnych, wartościowych chwil, jakich doświadczył dzięki „sponsorowi”. Dla mnie team building ma wielki, niewykorzystywany jeszcze w pełni potencjał, który wykracza poza tylko i wyłącznie cele team-buildingowe, ale też może przynieść wiele dobrego na wielu innych polach eksploatacji, choćby jako incentive czy narzędzie employer brandingu. Ale to już inna historia;)

MP.pl: Czy branża wymaga edukacji w tym zakresie?

MDK: Zdecydowanie tak. Myślę, że w wielu firmach nadal pokutuje przekonanie, że team building to wspólne wyjście na piwo, mocno zakrapiana alkoholem wieczorna impreza, mało angażująca rozrywka czy piknikowe atrakcje na świeżym powietrzu. Nie ma tu celów i wyzwań postawionych przed grupą ludzi, która w danym czasie i przy pewnych warunkach i zasadach musi współdziałać, aby osiągnąć wspólny cel. Nie zostają stworzone warunki, w których zachodzi proces grupowy a zespół przechodzi przez fazy rozwoju pokonując wspólnie przeszkody. W naszych team buildingach ludzie się docierają, przyjmują różnorodne role, by w końcu osiągnąć jako zespół etap sprawnego i gładkiego współdziałania, jak w dobrze naoliwionym mechanizmie. Bez zapewnienia odpowiedniego „środowiska”, aby ludzie mogli doświadczyć tego procesu, nie ma team buildingu. Jest jedynie spędzanie razem czasu. Nawet nie razem, raczej koło siebie. Trudno wtedy dostrzec korzyści dla firmy, która taki wyjazd organizuje. Jeśli ludzie nie doświadczyli razem tego procesu, nie przeżyli sytuacji, które prawdziwe programy team-buildingowe wywołują, nie wciągnęliśmy ich w głębokie interakcje, nie zagraliśmy na właściwych strunach – to spotkanie będzie dla nich jak setki innych, nie pozostawi śladu w ich pamięci, nie wywoła emocji, które powodują, że człowiek wyciąga wnioski, zdobywa się na refleksję, aż wreszcie – inicjuje zmianę.

Zmianę, na którą czeka również sponsor wydarzenia i o którą, tak naprawdę, od początku mu chodziło. Zbyt często jeszcze klient – i ten finalny, i agencja pośrednicząca – nie widzi powiązania pomiędzy na pozór niepoważnymi „grami i zabawami”, a ZMIANĄ, którą te aktywności mogą wywołać w organizacji. Naszą misją więc i zadaniem jest ciągłe edukowanie klientów i partnerów biznesowych, pokazywanie, na czym polega prawdziwy team building (zwróćcie uwagę na znaczenie tego słowa: „budujemy zespoły”, a nie bawimy się beztrosko, choć tak niejednokrotnie może to wyglądać). Zespoły zadaniowe to podstawowa i najważniejsza forma organizacji pracy we współczesnych firmach, odchodzi się od rozbudowanych hierarchicznych struktur na rzecz pracy w strukturach płaskich, matrycowych. Do tego potrzebni są ludzie, którzy świetnie się odnajdują w pracy zespołowej: podejmują inicjatywę, biorą odpowiedzialność, dostrzegają wokół siebie innych i potrafią się wpisać w obraz całego zespołu ze swoimi preferencjami i talentami, ale też dostrzegają predyspozycje innych i potrafią je wykorzystać dla dobra całego zespołu. To nie jest łatwe, tego trzeba się uczyć, a najlepiej uczyć się poprzez praktykę. A praktykę im gwarantujemy poprzez skrupulatnie zaprojektowane programy team-buildingowe.

MP.pl: Jak postrzegasz współpracę w branży, jaki jest twój preferowany model takiej współpracy? Zarówno z perspektywy agencja – klient, jak i agencja – podwykonawcy?

MDK: Stawiam na partnerski i transparentny model współpracy w biznesie, niezależnie od tego, czy mówimy o kliencie, czy o podwykonawcach. Jeśli mamy wiedzę o kulisach ich pracy, możemy świadomie i precyzyjnie dzielić się wspólnym tortem, koncentrując się na tzw. core business. Czyli specjalizujemy się w jakimś kawałku działki eventowej, w tym kawałku jesteśmy świetni, doskonalimy go, rozwijamy know-how, wprowadzamy innowacje i dążymy do pozycji lidera. Pozostałym oddajemy przestrzeń do doskonalenia się na innym, choć bliskim – rzecz jasna – poletku. I teraz sztuka, aby mieć szacunek do czyjejś specjalizacji i nie próbować na siłę przejąć tej działki przy okazji wykonywania swojej. A pokus jest wiele: Klient nas lubi i może chce, abyśmy zrobili też coś extra, marża na naszym własnym kawałku w danym przypadku może być zbyt niska, pojawił się nowy człowiek w naszym zespole, z którym nagle pojawiły się nowe kompetencje – powodów może być wiele. To oczywiście nie znaczy, że nie dopuszczam poszerzenia działalności czy rozpoczęcia nowej. My też od niedawna rozwijamy nową markę. Chodzi tylko o to, aby brać na siebie nową odpowiedzialność dopiero wtedy, gdy jesteśmy do tego w pełni przygotowani i przy wiedzy naszych partnerów, niejako powiązanych z tematem.

Całość na: http://www.meetingplanner.pl/artykuly/wywiady/art,63,monika-dymacz-kaczmarczyk-team-building-ma-wielki-niewykorzystywany-w-pelni-potencjal.html

Fot.: Szymon Kobusiński, Studio Bank

Nasi klienci

  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera
  • logo partnera